Spośród 27 narodów i grup etnicznych na największą niechęć se strony Polaków narażeni są Arabowie i Romowie. Najbardziej lubimy za to Czechów, Włochów i Słowaków – wynika z
Opowieści o nas samych zebrała w książce „Ukrainki. Co myślą o Polakach, u których pracują”. Jak podkreśla autorka, bohaterki jej książki tak naprawdę mają dostęp do najbardziej
Dlaczego ludzie nie lubią dzieci? To postawa wyniesiona z dzieciństwa, czasem z lęku przed ciążą, przed macierzyństwem - tłumaczy. Innym czynnikiem, wpływającym na świadome decydowanie
Przekonaj się, dlaczego Polacy nie lubią swojej pracy? Sprawdź, co na ten temat mówią badania TNS OBOP oraz poznaj opinię profesor Magdaleny Środy.
NIEMCY LUBIĄ POLKI: najświeższe informacje, zdjęcia, video o NIEMCY LUBIĄ POLKI; Szalony finisz Femke Bol, odkupienie i złoto Holandii. Polki szóste w sztafecie 4x400 m
„Kochałem wyłącznie moją żonę. Była wspaniałą kobietą, cudowną matką. Stworzyła mi prawdziwy dom. Starałem się na każdym kroku zapewniać ją o swojej miłości, a mimo to była strasznie zazdrosna. Robiła mi naloty w pracy, na treningach, sprawdzała, czy rzeczywiście umówiłem się z kolegą a nie z koleżanką na kawę”.
Gość Garbata Biedronka. Goście. Napisano Lipiec 7, 2011. w przyrodzie wszystko jest "coś za coś" są przystojni ale mają małe fiuty i dlatego ich kobiety muszą zasłaniać twarze, żeby
Sympatii dla USA w krajach arabskich jest dziś mniej niż za czasów George'a W. Busha - wynika z nowego sondażu Zogby International.
18.5.17. Według mnie może to sugerować, że niektórzy ludzie pragną seksu ze zwierzętami, ponieważ szukają skrajnych doznań – na przykład dlatego, że aby mieć orgazm, potrzebują
Zobacz, gdzie nie lubią Polaków! Data utworzenia: 24 września 2015, 16:00. Polacy nie przepadają za Niemcami i Rosjanami. Francuzów lubią, ale pogardliwie mówią o nich „żabojady”. A
QWIKXaY. Polska Press Sp. z informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie Dziennik Łódzki podlegają ochronie. Dowiedz się więcej. Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej. © 2000 - 2022 Polska Press Sp. z
Nigdy nie powiem, że Polska nagle stała się rasistowskim krajem. Jest po prostu ogromny lęk przed obcymi – mówi Ziad Abou Saleh, syryjski socjolog od ponad 30 lat mieszkający w Polsce. Jak przełamywać niechęć wobec uchodźców? Opowiada Renata Kim Publikujemy fragment wywiadu z Ziad Abou Saleh, syryjskim socjologiem od ponad 30 lat mieszkającym w Polsce. Newsweek: Przeżywa pan to, co się u nas dzieje w związku z uchodźcami? Ziad Abou Saleh: Podwójnie to przeżywam. I nie chcę nawet myśleć, że straciłem moją pierwszą ojczyznę, bo trwa w niej krwawa wojna, a powoli tę drugą też tracę, bo dzieją się w niej niedobre rzeczy. Kiedy w zeszłym roku bywałem na międzynarodowych konferencjach, musiałem mocno tłumaczyć się za Polaków. Ludzie ostro nas krytykowali za brak tolerancji, brak wiedzy, egoizm. A jak się dowiedzieli, że jestem Arabem z Syrii, to dostawałem podwójną dawkę. Za Polaków i za Arabów, a konkretnie za islamski terroryzm. Bolało, ledwo się pozbierałem. Nasz wizerunek za granicą został mocno nadszarpnięty. Jestem jednak przekonany, że to niesprawiedliwa ocena. Ani Polacy, ani Arabowie nie są źli. W Polsce nie wygląda to dobrze: ostatnio średnio raz w tygodniu dochodzi do napadu na cudzoziemca. – Te ataki się nasilają, bywają brutalne. Ale ponad połowa z nich nie dotyczy muzułmanów, tylko obcokrajowców w ogóle. Napastnicy nie potrafią odróżnić, kto jest Arabem, a kto Hindusem, atakują wszystkich, którzy wyglądają inaczej. Ja jestem jak skrzynka kontaktowa dla cudzoziemców, wielu znajomych dzwoni i pyta, czy słyszałem o kolejnych incydentach. Nawet wczoraj dostałem informację, że pod Wrocławiem został zaatakowany jakiś Ukrainiec. Albo dzwonią arabscy rodzice i mówią: „Ratuj!”. Bo ich dziecko, które chodzi do polskiej szkoły i do tej pory nie miało żadnych problemów, nagle jest wyzywane od Arabów. I co pan wtedy robi? – Jadę do szkoły, rozmawiam z uczniami o tym, dlaczego przezywają kolegę. Pytam: „Czy ten chłopiec jest brudny?”. „Nie”. „Hałaśliwy?”. „Nie”. „Niegrzeczny?”. „Też nie. Ale rodzice nam mówili, że jest uchodźcą i może być terrorystą”. Dzieciaki nasłuchały się takich rzeczy w domu i już nie lubią arabskiego kolegi. Jakiś czas temu znajomą muzułmankę, od dawna mieszkającą w Polsce, zaczepili w tramwaju młodzi ludzie i wyzwali, udawali, że mówią po arabsku. Rozpłakała się i wysiadła z tramwaju. Zaczepiane są też Polki, które przeszły na islam i noszą chustę. Bardzo mnie to boli. Mimo wszystko nigdy nie powiem, że Polska nagle stała się rasistowskim krajem. Panuje tu po prostu ogromny lęk. Przed czym? – Przed obcym. Do Polski nie dotarła fala uchodźców, za to dotarł lęk. Jest islamofobia bez muzułmanów. Ludzie są przestraszeni, bo nigdy w życiu nie widzieli Araba, za to wiedzą, że każdy muzułmanin to terrorysta. Mam profil na Facebooku i widzę, że nawet niektórzy moi znajomi podzielają antyimigranckie nastroje. Lajkują artykuły i filmy przedstawiające uchodźców w złym świetle. Ta fala niechęci do obcych narasta. Kiedy się zaczęła? – W chwili gdy do Europy zaczęła napływać fala uchodźców i okazało się, że część z nich może przyjechać do Polski. Wykorzystano wyobraźnię Polaków, zrobiono z uchodźców potężnego wroga. Nic dziwnego, że ludzie zaczęli się ich bać. Jedni lęk dusili w sobie, a drudzy wychodzili na ulicę, by zwalczać niewidzialnego wroga. Marsze przeciwko uchodźcom, ataki na cudzoziemców są organizowane przez małą grupę ludzi o skrajnych poglądach, którzy – moim zdaniem – nie potrafią się odnaleźć we własnym kraju. Mówi pan bezosobowo: zrobiono z uchodźców wroga. Kto to zrobił? – To był fatalny zbieg okoliczności, że kiedy do Europy płynęła fala uchodźców, w Polsce toczyła się akurat kampania wyborcza. I kiedy zabrakło rzeczowych propozycji dla obywateli, zajęto się uchodźcami. Część osób publicznych – polityków i duchownych – stworzyła nieprawdziwy obraz uchodźcy-terrorysty. Druga część nie mówiła nic, chowała głowę w piasek. Nielicznych, którzy protestowali przeciwko takiemu przedstawianiu problemu uchodźców, nie było słychać. Widoczni i głośni byli ci, którzy mówili o nich najgorsze rzeczy. Politycznie to był strzał w dziesiątkę, tylko teraz ciężko się od tego strachu uwolnić. Cały wywiad znajdziesz w najnowszym „Newsweeku” - już w kioskach. Pełne wydanie cyfrowe dostępne także na platformie Newsweek PLUS. Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo
Młode Polki czują się szczęśliwe, ale co trzecia przyznaje, że nie lubi siebie, a 2/3 narzeka na o przemęczenie. - Walczą o swoje prawa, są mądre i ambitne, ale większość do poczucia szczęścia potrzebują od babci aprobaty. – mówi psycholożka, trenerka biznesu i coach Iwona Firmanty. NEWSWEEK: Z badania „Polki 2021. Nowe wartości na nowe czasy” przeprowadzonego przez Mobile Institute dla Gedeon Richter wyłania się obraz kobiety, która uważa się za szczęśliwą, choć przyznaje, że nie lubi siebie. Czy pani zdaniem taka sprzeczność jest możliwa? Iwona Firmanty: Myślę, że bardzo trudno być szczęśliwą, nie lubiąc siebie. O tym, że nie lubią siebie, mówią przede wszystkim młode respondentki, dojrzałe kobiety wspominają o tym zdecydowanie rzadziej. Moim zdaniem to kwestia zbyt wygórowanych wymagań, jakie stawiają sobie młode Polki, ich perfekcjonistycznego nastawienia do życia. Mam być najlepsza albo żadna. Tak jesteśmy wychowywane. Mamy przede wszystkim spełniać oczekiwania otoczenia, zabiegać o akceptację wszystkich dookoła i dobrą opinię. Choć młode Polki deklarują otwartość, brak przywiązania do stereotypów, mówią, że liczy się dla nich wolność, to jednak wyznają tradycyjne wartości. Chodzą na demonstracje, walczą o swoje prawa, mówią, że ważna jest solidarność, ale do poczucia szczęścia potrzebują od babci pieczątki na czole potwierdzającej, że są właściwymi kobietami. Dojrzałe Polki rzadziej nie lubią siebie. Dlaczego? – Bo mają świadomość swojej wartości i dystans do oczekiwań otoczenia. One nie porównują się z wyidealizowanymi dziewczynami z Instagrama i nie płaczą po nocach z powodu negatywnych komentarzy. Gdy zamykają oczy, słyszą swój wewnętrzny głos, wiedzą, w którym kierunku chcą podążać, co je uszczęśliwia. Młode dziewczyny słyszą głównie posklejane oczekiwania otoczenia: masz być taka, taka, taka... Próbują z nich poskładać obraz samej siebie, a to niedobry trop. Zdarza się i to coraz częściej, że dojrzałe klientki przysyłają do mnie na coaching swoje nastoletnie córki. Proszą, bym pomogła im poukładać relacje z samymi sobą. Moment, gdy ciało dziewczynki zamienia się w ciało kobiety, jest newralgiczny. Zmienia się wygląd zewnętrzny, tu i ówdzie przybywa tkanki tłuszczowej, co dla wielu dziewczyn okazuje się traumatycznym doświadczeniem. Nikt im nie powiedział, że to fizjologia, bo organizm w tym wieku potrzebuje więcej tkanki tłuszczowej, by uruchomić procesy związane z dojrzewaniem. To będzie widoczne przez krótki czas, potem proporcje ciała wrócą do normy. One tego nie wiedzą i są przerażone tym, że ich sylwetka i skóra zaczynają odstawać od obowiązujących wzorców, czyli obrazków publikowanych w mediach społecznościowych i na okładkach pism kobiecych. Tłumaczę im, że dziewczyna z okładki wcale nie wygląda tak w rzeczywistości. Na to, aby tak pięknie wyszła na zdjęciu, musiał pracować sztab specjalistów przez wiele godzin. I że jedyny ważny standard w życiu to ten, które one sobie wyznaczą. Mówię im, że to wyłącznie od nich zależy, z kim będą się porównywać. Co panią jako psychologa najbardziej niepokoi w obrazie współczesnej Polki? – Brak uważności na siebie, swoje potrzeby, aspiracje, marzenia. Respondentki przyznają, że mają aspiracje zawodowe, chęć szkolenia się, apetyt na awans, jednak gdy trzeba wybrać: czy postawić na swoją karierę, czy wspomagać w tej kwestii partnera, wybierają to drugie. No bo przecież ktoś musi zadbać o dom, ogarnąć dzieci. Jako najważniejsze wartości wskazujemy zdrowie i rodzinę, ale jednocześnie przyznajemy, że w ferworze walki wcale o to zdrowie nie dbamy, zaniedbujemy badania profilaktyczne, mamy świadomość przemęczenia, ale nie potrafimy odpoczywać. – To kwestia priorytetów i braku wglądu we własne potrzeby. Jesteśmy jedynymi osobami na świecie, które naprawdę wiedzą, czego nam potrzeba. Często pytam swoje klientki na początku współpracy: kto jest dla ciebie najważniejszą osobą w życiu? Prawidłowa odpowiedź powinna brzmieć: Ja. Jeśli zadbam o swoje potrzeby i będę czuła się szczęśliwa, to ludzie wokół mnie też będą mieli szansę z tego czerpać. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci. Co złego robi nam rezygnacja z relaksu? – Stres, nawet codzienny, nie jest zły, pod warunkiem że umiemy zredukować napięcie, które pozostawia w naszym ciele. Mam stresującą pracę, która mnie wykańcza i nie jestem w stanie zmienić jej na inną. Trudno, ale to nie znaczy, że mam być z tego powodu ciągle zestresowana. Powinnam się w takiej sytuacji zastanowić, co mogę zrobić, żeby jednak poprawić swój komfort. Jest co najmniej kilka rozwiązań. Mogę spróbować postawić granice pracodawcy i współpracownikom, popracować nad relacjami z nimi, potrenować asertywność, nauczyć się redukować stres, który wynoszę z pracy, albo nie robić nic. Problem w tym, że większość z nas nie robi nic. Jeśli regularnie nie dbamy o redukcję napięcia, to ono kumuluje się w ciele, tworząc tykającą bombę zegarową. To naprawdę niebezpieczne. Pracuję na co dzień z ludźmi biznesu i widzę, co z ich życiem robi nierozładowany stres. Wcześniej czy później dopadają ich dolegliwości psychosomatyczne: depresja, zaburzenia lękowe, krwotoki z nosa, ciągłe przeziębienia, koszmarne migreny, wrzody żołądka, choroba Hashimoto i wiele innych. Niekorzystny wpływ na zdrowie nadmiaru. Związek nadmiaru hormonów stresu z obniżoną odpornością i skłonnością do różnych chorób jest udowodniony ponad wszelką wątpliwość, ale większość z nas nie traktuje go poważnie. Czy ciało, które ma dość stresu, wysyła jakieś sygnały ostrzegawcze, byśmy miały szansę zareagować, nim przyjdzie choroba? – Tak, ale łatwo je ignorujemy. To problemy ze snem, gorsza koncentracja, obniżone libido. Osoby przyzwyczajone do podwyższonego poziomu kortyzolu i adrenaliny nie czują bólu, kiedy powinny go czuć. Mówią sobie: OK, teraz nie mam czasu zająć się swoim gorszym samopoczuciem. Zrobię to później, czyli najczęściej nigdy. Może źle rozumiemy pojęcie stresu? – Dla większości ludzi stres to śmierć lub ciężka choroba bliskiej osoby, rozwód, pożar domu, utrata pracy. Mało kto widzi źródło stresu w tym, że pracuje poniżej swoich kwalifikacji, za pensję dużo niższą niż kolega na podobnym stanowisku, nie awansuje, choć zasługuje na awans, jest zmuszany do zostawania w pracy po godzinach, spędza dużą część życia w korkach i hałasie, spóźnia się po dziecko do przedszkola, nie wyrabia się z obowiązkami domowymi itp. Te wszystkie codzienne sytuacje, które dobrze znamy, są źródłem napięcia. Jak się go pozbyć? – Po pierwsze, warto zastanowić się, czy naprawdę chcemy tak żyć. Może wreszcie czas na jakiś życiowy zwrot? To, gdzie jesteśmy, to nasz wybór. W każdej chwili możemy coś zmienić. Jeśli nie jesteśmy gotowe na zmianę, warto doraźnie zadbać o redukcję napięcia. Jak? Pójść na spacer do lasu, na trening jogi, zobaczyć dobry film czy sztukę teatralną, spotkać się z przyjaciółmi. Gdy jesteśmy nabuzowane, możemy sobie siarczyście poprzeklinać – to skuteczny sposób na upłynnienie napięcia. Jeśli te domowe sposoby nie pomagają, trzeba poszukać pomocy u specjalistów. Pomyśleć o coachingu albo terapii. Większość kobiet powie: nie mam na to czasu i pieniędzy. – To znowu kwestia priorytetów. Jeśli ja sama nie zadbam o swój komfort psychiczny, to nikt mi go nie zapewni. W tych badaniach widać bardzo dokładnie, że większość z nas nie spocznie, dopóki nie zadba o dom i nie zaspokoi potrzeb wszystkich domowników. Większości Polek weekend kojarzy się ze sprzątaniem, praniem, prasowaniem, szykowaniem niedzielnego obiadu z trzech dań. Tylko żeby to wszystko zrealizować i jeszcze odpocząć, brakuje nam doby. Dla rodziny rezygnujemy więc z odpoczynku. Finał jest taki, że gdy dziecko proponuje zabawę czy wspólny spacer, my zwyczajnie nie mamy na to sił. Zastanówmy się, czy nasze dzieci rzeczywiście marzą o tym, żeby mieć lśniące podłogi i wyprasowane ubrania. One przede wszystkim chcą z nami spędzać czas. Chcą widzieć szczęśliwą, uśmiechniętą mamę, a nie wiecznie skrzywioną, padającą na twarz i wściekłą na cały świat. Wierzy pani, że pracę na etacie da się pogodzić z dbaniem o własny komfort psychiczny i beztroskimi weekendami na łonie rodziny? – Wiem to! Pod warunkiem, że nie będziemy uporczywie dążyć do bycia najlepszą w każdym obszarze życia. Osobom zainteresowanym zmianą priorytetów polecam proste ćwiczenie coachingowe o nazwie „Koło życia”. Rysujemy okrąg, w który wpisujemy 8-10 ważnych dla nas ról życiowych i obszarów życia, przyporządkowując wycinek odpowiadający obecnemu poziomowi satysfakcji z tego obszaru. Następny krok to zastanowienie się nad tym, z którego obszaru chcielibyśmy czerpać więcej satysfakcji. Kolejny: refleksja, co konkretnie zamierzamy zrobić, by tak się stało, i konsekwentne trzymanie się tego planu. Warto mieć świadomość, że to nasze nowe koło życia możemy zmienić w każdym momencie, dostosowując je do swojej aktualnej sytuacji. To ćwiczenie wymaga autorefleksji, bo koła życia nikt za nas nie narysuje. Bo tylko my wiemy, co jest dla nas naprawdę ważne i czego pragniemy najbardziej. Ewentualne zmiany nie dzieją się same. Wymagają od nas konsekwentnych działań, które mogą wiązać się z wyjściem ze strefy komfortu na pewien czas. To naturalne w przypadku każdej zmiany. Warto wtedy popatrzeć w przód, zastanowić się, jaka nagroda mnie czeka, jeśli przebrnę przez te trudności. Warto sobie uświadomić, że stawka jest naprawdę duża. POLKA 2021 Ponad połowa badanych czuje się zadowolona z życia. 1/3 Polek nie lubi siebie, najczęściej (45 proc.) to przedstawicielki pokolenia Young Millennials (26-31 lat). Polka widzi siebie jako osobę serdeczną, ambitną, stanowczą, ale jednocześnie wrażliwą, miłą i spokojną. Chciałaby być bardziej zdecydowana, sprytna, niezależna. Boi się przede wszystkim samotności i bezradności. Najważniejsze wartości: zdrowie (51 proc.), rodzina (45 proc.) oraz solidarność (30 proc.). Dla 41 proc. badanych na równi z rodziną stoi kariera. 78 proc. Polek czuje się zmęczona, ale nie potrafią się zrelaksować. Na pytanie: czego nie wypada kobiecie? Polki z pokolenia Silver Power odpowiadają najczęściej, że nie wypada im mieć wielu partnerów i żyć w konkubinacie, palić papierosów, ubierać się odważnie i nie mieć dzieci. Ich wnuczki i prawnuczki z pokolenia X są we wszystkich tych kwestiach znacznie bardziej liberalne. Ponad 40 proc. z nich nie zgadza się z żadnym z tych stwierdzeń. *wyniki pochodzą z Raportu „Polki 2021. Nowe wartości na nowe czasy”, który powstał na podstawie badania ilościowego zrealizowanego w maju 2021 roku przez Mobile Institute na zlecenie Gedeon Richter Polska Sp. z Badanie zostało przeprowadzone z wykorzystaniem metody CAWI (Computer-Assisted Web Interview) na grupie 2071 internautów, w której znalazło się 1236 kobiet i 835 mężczyzn w wieku 18+ Iwona Firmanty - psycholog, socjolog, trener biznesu i certyfikowany coach International Community Coaching. Od kilkunastu lat zarządza firmą szkoleniową Human Skills oraz projektem rozwojowym Sukces Kobiety Biznesu, autorka książki „Jak upolować miłość”